Druga zmiana.




Wiosną, pierwsze ciepłe dni, murki, kręgi, bębny, papierosy. Latem piwo na trawniku do 7 rano, ludzie do kościoła szli.
Zimą nocne zjazdy, długie rano, dwie kawy.Muzyka, tak dużo, dużo muzyki. Jesienią w kieszeni jeden energetyczny kasztan i zapalniczka. Tylko tyle.Filmy do rana.
Słyszę jak woda uderza o kamień, jak skwierczy pierwszy mach papierosa w zupełnej ciszy, jak drobne brzęczą w kieszeni wiszących na dupie spodni.Słyszę. Wychodzę, biorę tylko buty i psa. Idę, jestem pewna, jestem mądra, wszystko wiem, nikt mi nie powie co mam robić. Najwyżej się pomylę.Sama.
Dziś niczego nie jestem pewna, nigdy nie wiem, myślę, rozkminiam na milion stron, walczę, kombinuję, żeby jak najlepiej. Żeby nie popełnić błędu.
Już nigdy sama, ciągle z kimś. Kieszenie już nie mieszczą wszystkiego, a równocześnie mieszczą cały świat.Piasek, przywiędłe kwiatki, dwa ważne patyczki i kamyk. Wylizany do połowy lizak.
Wychodzę z domu pół godziny, wracam z dołu na trzecie piętro na siku albo po lewego buta Peppy. Przed wyjściem ubieram cztery mikroskopijne skarpetki na to cztery równie małe buty, szukam dwóch par przeciwsłonecznych okularów, tłumacze dlaczego nie idzie z nami duży drewniany koń. Jak zdążę ubieram buty sobie. Mam kolo ust zmarszczki od udawania ryby i na czole od ciągłego zdziwienia.
Słyszę. Jak szklanka uderza o podłogę, jak po raz trzysta siódmy wylewa się sok, jak się boją, cieszą, piszczą z radości albo płaczą z rozpaczy. Słyszę spokojne,uśpione oddechy i wiem, że żadna cisza nigdy nie była piękniejsza niż ta.
Wiosną, pierwsze ciepłe dni- mam piasek w butach, włosach i majtkach. Trawa, chodnik, małe stopy, piach, dmuchawce. Latem spocone czoła, opalone małe rączki, czerwone buzie i morze niegazowanej mineralnej.Miażdżone paluchem robaki. Dmuchany własną gębą krokodyl, pierwsze letnie burze i że są super.
Jesienią tony liści, patyków, kasztanów po kieszeniach, torebkach, plecaczkach i siatkach z Lidla. Na chuj to zbieramy? To jedna z tajemnic rodzicielstwa. Deszcz, różowe świecące kalosze, parasolka w jednorożce, błoto i kałuże. Ziemia za paznokciem.
Zimą śniegi, breja (nie, tak nie wygląda prawdziwy śnieg) i to że chodzenie skrzypi. Gleby na oblodzonym chodniku. Kłamstwa o Mikołaju.

Tak bardzo wiem teraz, że nie wiem jeszcze prawie nic. Przewijam taśmę i uczę się od nowa,jeszcze raz, z dorosłą głową. Chodzić, mówić, śpiewać, miauczec. Nawet jeść. Druga szansa, żeby przyjrzeć się swiatu jescze raz. Dokładnie. Teraz, dziś, właśnie z Nimi. Nigdy już sama. Chociaż podejrzewam, że nie tylko wyśpię, ale również wysram się w ciszy dopiero po śmierci.

Komentarze

Popularne posty